sobota, 18 lutego 2017

Nowogard. Część I - dzieje miasta Naugard/Nowogard


Wróciłem właśnie z pierwszego w tym roku, dalszego wyjazdu w Polskę. Wycieczka była niespodziewanie wiosenna, gdyż znalazłem się na Pomorzu Zachodnim, w momencie kiedy w przepychankach między zimą a wiosną, szala przechyliła się właśnie na stronę wiosny. Odwiedziłem kilka miejscowości powiatu goleniowskiego i fragmenty puszczy goleniowskiej. Szczególne wrażenie wywarł na mnie właśnie Nowogard i wrażenie to okazało się na tyle silne, że postanowiłem powrócić do tego bloga, z myślą o spisywaniu co ciekawszych odbytych przeze mnie wędrówek poza Sudety. Zwykle zapoznaję się  z historią odwiedzonych miejscowości i myślę że tutaj jest dobre miejsce na opracowanie wyników takiej własnej kwerendy historycznej. Służy to zarówno mi, jako zebranie różnych wygrzebanych informacji w całość, jak i - mam nadzieję - tym, którzy znajdą się w opisywanych przeze mnie okolicach i zapragną poświęcić nieco uwagi na ich bliższe poznanie. Zwykle staram się dodać coś od siebie, żeby opis nie był jedynie powtórzeniem rozproszonych w różnych źródłach informacji. Z racji mojej specjalizacji, będą to najczęściej ciekawostki przyrodnicze, choć zwracam też uwagę na wszelkie smaczki krajoznawcze, czyli na wszystko to, co składa się na „lice ziemi”. Jako że spisanie poniższych dziejów Nowogardu okazało się dłuższe niż myślałem, zdecydowałem się podzielić wpis o tym mieście na kilka części. Zatem ta niech będzie swego rodzaju zapoznaniem się z miastem i w ogóle ziemią nowogardzką, a następne wpisy przeznaczę na bliższe przyjrzenie się walorom krajoznawczym. 
 
Historia miasta

Początek miastu dał gród, wzniesiony prawdopodobnie już u schyłku epoki brązu, a we wczesnym średniowieczu używany przez Pomorzan, należących do któregoś z tutejszych licznych plemion. Po raz pierwszy włączony przejściowo do państwa Piastów krótko przed rokiem 1000, jednak plemiona pomorskie, niechętne wobec nowej wiary chrześcijańskiej, uniezależniły się jeszcze na długie lata. Dopiero w czasach Bolesława Krzywoustego i misji chrystianizacyjnej św. Ottona z Bambergu (1124), konwersja Pomorza zakończyła się sukcesem. Powstały najpierw liczne stacje misyjne, w których udzielano chrztu (prawdopodobnie taka istniała również w Nowogardzie, a wkrótce później wzniesiono romański kościół), a w końcu powołano nowe biskupstwo z siedzibą w Wolinie; po jego zniszczeniu w czasie najazdów duńskich, zostało przeniesione do Kamienia Pomorskiego (1188). Biskupstwo to podlegało bezpośrednio Rzymowi.  Nastąpił wówczas proces uniezależniania się biskupów od książąt pomorskich, wiążący się z przejmowaniem dużych obszarów na Pomorzu. Okoliczne ziemie wraz z grodem Nowogard zostały przekazane biskupowi kamieńskiemu Hermanowi von Gleichen w roku 1268, przez księcia szczecińskiego Barnima I. Dokument potwierdzający to nadanie jest najstarszym dokumentem wymieniającym  Nowogard jako gród. W 1274 Herman von Gleichen, w ramach planów kolonizacji terenów biskupstwa, opustoszałych po wojnach polsko-duńskich, osadza w nowogardzkim grodzie swego krewnego – Ottona I von Everstein (Eberstein) ze znamienitego rodu hrabiowskiego. Nadaje mu również 6 wsi w okolicy (Miętno, Orzechowo, Glicko, Sikorki, Wołowiec i Długołęka). Otton I von Everstein miał wśród wielu znamienitych przodków również Piastów, gdyż był prawnuczkiem Ryksy Śląskiej, córki Władysława Wygnańca. Stryj Ottona miał się posługiwać pieczęcią rycerską z przedstawieniem połączonych herbów Piastów śląskich i Eversteinów.

 Jedna z dwóch nowogardzkich chrzcielnic pochodzących z okresu początków biskupstwa kamieńskiego

Po przybyciu do Nowogardu, Otton I rozpoczął akcję kolonizacyjną, ściągając na swą ziemię osadników niemieckich. Osada w sąsiedztwie grodu, położona na przewężeniu między dwoma jeziorami, zaczęła szybko nabierać cech miejskich. Centrum osady, wyznaczane dotąd przez romańską świątynię, zostało przesunięte nieco na południowy wschód, gdzie wytyczono główny plac targowy, a wokół niego wznosić zaczęły się domy kupców i rzemieślników. Spośród tej ludności już w ostatniej dekadzie XIII w. mogła wykształcić się rada miejska, zależna bezpośrednio, lub pośrednio (poprzez wójta) od hrabiego von Everstein, który w miejscu grodu rozpoczął budowę zamku, jako swej siedziby. Siedzibą rady miejskiej stał się gotycki ratusz, wybudowany na początku XIV w. na środku placu targowego (rynku). Od początków XIV w. rozpoczęto także przebudowę romańskiego kościoła na większy, gotycki (ukończony w 1334). Równocześnie rozpoczęto wnoszenie murów miejskich, a ich budowa zakończyła się ok. 1360. Dzięki tym zmianom, osada uzyskała prawa miejskie na prawie lubeckim, nadane 30 kwietnia 1309. 

 W miejscu dzisiejszego zakładu karnego znajdował się najpierw gród, który dał początek miastu, a następnie zamek jego właścicieli - rodu von Everstein. 

Jeszcze w latach 70-tych XIV w. miasto, a zwłaszcza okoliczne wsie ucierpiały w wyniku walk jakie prowadził sojusz Eversteinów z Borkami i Dewitzami przeciwko Wedlom. Spory zakończyła ugoda zawarta w Nowogardzie w 1376. 

Przez kolejne stulecia miasto nie rozwinęło się zbytnio i było jednym z mniejszych ośrodków miejskich na Pomorzu. Eversteinowie przez cały okres władania na tych ziemiach nie dopuścili do uniezależnienia się rady miejskiej od ich zwierzchności. W 1467 nieznacznie rozszerzyli uprawnienia mieszczan, przyznając im dwie trzecie dochodów z sądownictwa, prawo połowów na jeziorach (tylko małymi sieciami), prawo do użytkowania trzciny i do określonej ilości drewna z okolicznych lasów. Jeszcze w XVI w. hrabiowie von Everstein mieli prawo do wyboru rady miejskiej i burmistrza, a także do nich należały decyzje o przyjęciu do miasta obcych przybyszów i nadania im praw mieszkańców miasta.  

 Mury miejskie Nowogardu, dziś zachowane w małym fragmencie, w swej długiej historii przebyły wiele wojen.

W roku 1559 wielki pożar trawi prawie całe miasto. Powolna, ale sukcesywna odbudowa wprowadza miasto w okres rozwoju. Formują się pierwsze organizacje cechowe, spośród których jednym z lepiej prosperujących miał być cech pantoflarzy, wyrabiających drewniane chodaki. Poza nim istnieją jeszcze cechy krawców, kowali, płócienników. Rozwój mieszczaństwa niesie ze sobą coraz  silniejsze dążenia, skierowane na uniezależnienie się od zwierzchnictwa Eversteinów, skutkiem czego są długoletnie spory, w czasie których doszło m.in. do  uwięzienia burmistrza przez Albrechta von Eversteina. Porozumienie wypracowane zostaje w 1626 roku, z korzyścią dla miasta, które od tej pory może samo wybierać radę miejską i burmistrza. Niestety ten pomyślny dla Nowogardu rozwój wydarzeń zostaje przerwany wojną trzydziestoletnią (1618-1648), która w roku 1627 dotarła do miasta. 

Pod koniec 1627 roku w Nowogardzie zakwaterowały się wojska Albrechta von Wallensteina, w celu wzmocnienia Pomorza Zachodniego przed spodziewanym atakiem Duńczyków sprzymierzonych ze Szwedami. Miasto ponosiło straty nie tylko finansowe, związane z utrzymaniem garnizonu, ale również materialne i duchowe – okupujące Nowogard wojska cesarskie dopuszczały się rozbojów i terroru na mieszkańcach, a z winy żołnierzy wybuchł pożar, który pochłonął blisko połowę budynków w mieście. W 1630 roku Nowogard zostaje zdobyty przez Szwedów, którzy stacjonowali tu jeszcze w 1640 roku, kiedy to kolejny wielki pożar zamienił w pożogę całe miasto. Jedynymi budynkami jakie ocalały był kościół, probostwo i ewangelicka szkoła parafialna. Szwedzi zajęli wówczas kościół, urządzając w nim swoją główną siedzibę. W czasie wojny miasto dodatkowo dwukrotnie nawiedziła epidemia dżumy. Pod koniec działań wojennych Nowogard jest prawie zupełnie wyludniony – ci z mieszkańców, którzy uniknęli śmierci w wyniku pożarów, zarazy czy głodu opuścili miasto, chroniąc się w pobliskich wsiach i powrócili dopiero po zawarciu pokoju w 1648. 

Na mocy kończącego wojnę trzydziestoletnią pokoju westfalskiego hrabstwo nowogardzkie wraz z całym biskupstwem kamieńskim i Pomorzem Tylnym otrzymuje elektor Brandenburgii. 
W 1663 umiera ostatni męski przedstawiciel rodu Eversteinów z Nowogardu – Ludwig Christoph von Everstein. Hrabstwo przechodzi na ręce Ernesta Bogusława von Croy, byłego biskupa kamieńskiego. Ten umiera w 1684, a cały majątek nowogardzki staje się własnością elektorów brandenburskich. 



U schyłku XVII w. miasto przeżywa jeszcze dwie duże tragedie. Pierwszą okazał się przemarsz wojsk szwedzkich, wkraczających do Brandenburgii w czasie wojny skańskiej w 1675, kiedy to żołnierze splądrowali miasto i spalili zamek Eversteinów. Drugim kataklizmem był pożar, który wybuchł 4 czerwca 1699, kiedy ogień w przeciągu trzech godzin strawił niemal całe miasto, oszczędzając jedynie kościół. Po tej katastrofie zabroniono w Nowogardzie krycia dachów słomą, nakazując stosowanie dachówki. 

Od początku XVIII wieku, po raz kolejny miasto zaczęło się rozwijać. Podstawą gospodarki było tu rolnictwo, poza tym istniało chałupnicze tkactwo lniane, a rzemieślnicy skupiali się w różnych cechach. Z tego czasu pochodzi ciekawa wzmianka kronikarska, mówiąca o tym, że skarb państwa nagrodził premią finansową nowogardzkie bractwo strzeleckie (utworzone jeszcze przez Ludwika III von Everstein w końcu XVI w.) za oczyszczanie okolic Nowogardu z „wilków i innych szkodników”. 

 
Ten okres wzrostu przerwała kolejna wojna, zwana siedmioletnią, kiedy oddziały rosyjskie w czasie pochodu w głąb królestwa pruskiego zajęły Nowogard w roku 1761. Niedługo potem prusacy zdołali odbić miasto, jednak w toku walk spaleniu uległy przedmieścia, całkowicie znikła wówczas część przedmieścia gryfickiego, położona bezpośrednio pod Bramą Gryficką. Uszkodzeniu uległ również kościół. 

Po wojnie siedmioletniej rozpoczyna się jeden z lepszych okresów rozwoju miasta, powstaje urząd pocztowy, fabryka soli,  garbarnia (która została jednak zamknięta przez radę miasta w 1767, z powodu odprowadzania znacznej ilości ścieków do okolicznych jezior, co skutkowało masowym wymieraniem ryb), manufaktura tkacka Kameke z 11 krosnami tkackimi, zbudowano nową szkołę, udoskonalono przepisy przeciwpożarowe. Miasto liczyło w tym czasie (lata 60-te) 147 domów mieszkalnych i 726 osób, w 1782 było już 50 rzemieślników w 28 zawodach, a w 1798 wymieniono trzech kupców handlujących towarem zamorskim. 

Początek XIX w. to znów czas wojen, tym razem napoleońskich, które nie oszczędziły Nowogardu. Na początku roku 1807 przybywa tu korpus ochotniczy pod dowództwem zyskującego błyskawiczną sławę pruskiego porucznika Ferdinanda von Schill. Jako bazę dla swego oddziału partyzantów Schill wybiera opuszczony nowogardzki zamek Eversteinów. Pod dowództwem porucznika Fabe naprawiano stare umocnienia zamku. Tam też Schill odbył naradę wojenną,  na której odebrał nominację królewską na rotmistrza. Porucznik von Falkenhayn dowodził przydziałem kwater na terenie miasta.  Dnia 16 lutego oddziały rotmistrza von Schilla zaatakowały oblegane przez wojska francuskie miasto Stargard. Oblężenie zostało jednak odparte z łatwością, a Schill zmuszony był do szybkiego odwrotu do Nowogardu. Jednak ze Stargardu wyruszył za nim pościg wojsk generała Bonfantiego. 17 lutego, około godziny 14.00, 600 żołnierzy francuskich stanęło pod Nowogardem, sforsowały Bramę Stargardzką i przedarły się do miasta, gdzie zacięta walka trwała wiele godzin. W końcu wojska Schilla musiały salwować się ucieczką do ufortyfikowanego zamku, jednak wielu prusaków poległo, lub zostało odciętych od drogi ucieczki i wycofało się w stronę Żabowa. Schill, wraz z niewielką liczbą żołnierzy, bronił się z zamku jeszcze do 18 lutego, jednak w końcu zmuszony został do kapitulacji. Tuż przed poddaniem twierdzy, jego oddziały wyrzuciły do otaczającego zamek jeziora jedną armatę (podobno również worek z 1000 talarów). W ten sposób cesarskie wojska Napoleona zdobywają Nowogard i czynią je miastem garnizonowym. Na czele garnizonu stał włoski kapitan Sussini. Włoscy żołnierze rozpoczęli wówczas czteromiesięczne beztroskie życie, korzystając bez oporów z dobrodziejstw miasta, wśród których największym okazały się dla nich kobiety oraz uciechy w gospodzie „Złote Winogrona”. Rachunki samego tylko kapitana Sussini, jakie przepuścił w tej gospodzie opiewały na 888 talarów. Mimo spustoszenia kasy miejskiej, nie wszyscy mieszkańcy Nowogardu byli niezadowoleni z pobytu Włochów. Zwłaszcza kobiety zdawały się czerpać radość z wesołego towarzystwa południowców. Skory do zabaw kapitan Sussini zaaranżował jedną z podmiejskich polanek na plac do tańców, na którym wybudowano scenę dla orkiestry i ustawiono ławki. Jeden z podporuczników, o nazwisku Marinetti, związał się z mieszczanką Fryderyką Koch, a po zakończeniu wojny zabrał ją ze sobą na rodzinną Korsykę. Romans ten na długie lata stał się ważkim tematem nowogardzkich plotkarek. Jeszcze w 1812, kiedy powracające wojska francuskie, z fatalnej w skutkach kampanii rosyjskiej, ciągnęły przez Pomorze, część żołnierzy zatrzymywała się w Nowogardzie, a niektórzy z nich osiedlali się tu na stałe, biorąc za żony nowogardzkie mieszczanki. 


W 1808 roku Nowogard staje się siedzibą powiatu (od 1724 był miastem powiatowym wraz z pobliską Dobrą).  W 1810 rozpoczęto przebudowę zniszczonego i opuszczonego od dawna zamku, w celu jego adaptacji na więzienie. W ramach prac osuszono otaczające warownię jezioro, wydobywając przy okazji armatę, zatopioną tam przez kapitulujące wojska Schilla. Ustawiono ją na rynku, jako symbol pamięci po zmarłym niedawno bohaterze narodowym i nazywano odtąd „Armatą Schilla”. Według innej wersji mieli ją wydobyć z jeziora sami żołnierze Schilla w 1809, w czasie przemarszu w kierunku Prus Wschodnich. 

Po wojnach napoleońskich miasto dość szybko rozwijało się. Do powiatu nowogardzkiego przyłączono w 1819 Goleniów i Maszewo. W 1822 zakończono przebudowę zamku na więzienie. Rozwijające się miasto potrzebowało dla siebie przestrzeni, dlatego stare, w wielu miejscach zniszczone mury obronne rozebrano w roku 1825. W 1836 zrealizowano największą w owym czasie inwestycję, jaką była budowa szpitala; w 1838 rozpoczęto użytkowanie dużej żwirowni miejskiej, a w 1842 rozpoczęła działalność miejska cegielnia, zlokalizowana w pobliżu późniejszej kolonii Sieciechowo, na skraju lasu zwanego Małą Buczyną. Również w 1842 wzniesiono nowy budynek szkoły. W 1848 w mieście funkcjonował tartak, 2 młyny wodne, 4 wiatraki, 2 browary, 5 destylarni, drukarnia, która od 1850 drukowała lokalne pisemko "Wierny Pomorzak" (Der treue Pommmern) dwa razy w tygodniu. Ponadto w mieście rozwija się liczne rzemiosło (najwięcej, bo trzydziestu, było szewców). Pierwszy hotel w mieście zbudowano w 1849 (Roloffs Hotel), znajdował się on w północno-wschodnim narożniku rynku, posiadał 14 pokoi gościnnych. W 1850 powstał gmach sądu okręgowego, zachowany do dziś. Również w 1850 utworzono muzeum regionalne, które działało do II wojny światowej. W tym czasie zaczęto też aranżować oblicze miasta zgodnie z modnymi trendami – w 1859 rozpoczęto zakładanie parku pomiędzy zachowanym fragmentem murów miejskich a jeziorem. W 1866 roku powstała synagoga –  w tym czasie Nowogard zamieszkiwało 103 Żydów. 


Budynek dawnego sądu jest jednym z nielicznych obiektów na starówce, które zachowały się do dziś.
 
W 1881 rozpoczęto budowę linii kolejowej. Już w Nowy Rok 1882 otwarto odcinek łączący Dąbie z Płotami, a linia do Kołobrzegu ukończona została i udostępniona również dla pociągów pasażerskich 25 maja 1882. 

W 1895 stary gotycki ratusz, nadszarpnięty dawnymi wojnami nie nadawał się już dłużej do użytku i zdecydowano o jego rozbiórce. W jego miejsce, na środku rynku wzniesiono pomnik Otto von Bismarcka, obok którego ustawiono dwie armaty, z których jedna była Armatą Schilla. Bismarck posiadał honorowe obywatelstwo Nowogardu, jako że urodził się i dzieciństwo spędził w odległym zaledwie o 7 kilometrów Konarzewie, a jeszcze  jako młodzieniec poświęcał się pracy w majątku ziemskim Bismarcków, który był największy w powiecie nowogardzkim. 


Od drugiej połowy XIX w.  wokół miasta powstawały zagrody rolnicze, a nawet cała osada rolnicza, zlokalizowana na północny wschód od miasta, która nazwana została Eberstein (dziś Wojcieszyn), od dawnych właścicieli Nowogardu. Jednocześnie, jeszcze pod koniec XIX w. w dolinkach okolicznych cieków rozpoczęto wydobycie torfu, który był wówczas głównym źródłem energii w mieście. Największe wydobycie tej kopaliny miało miejsce w dolinie Dobrzycy, na północ od miasta, gdzie specjalnie w tym celu powstał folwark Petermannshof.  Z początkiem XX w. miasto zaczęło wprowadzać infrastrukturę turystyczną i rekreacyjną. Wzdłuż brzegu jeziora wytyczono promenadę, kąpieliska (łącznie 8 pomostów) i dom wypoczynkowy. W okresie tym  wybudowano również gazownie i rozdzielnię elektryczną, oświetlono wiele ulic (od połowy XIX w. oświetlona była tylko główna ulica miasta). Powstaje nowy budynek poczty, usytuowany w rynku, rozwija się budownictwo mieszkaniowe (powstaje całe nowe osiedle nazywane Dobrą Nadzieją, położone na południe od dworca, przy nim lokowany jest nowy główny cmentarz miejski). W 1902 otwarto połączenie kolejowe między Nowogardem a Dobrą. Nowy ratusz, projektu miejscowego architekta Bergera, oddano do użytku w 1911. Wśród mieszkańców szczególną popularnością cieszyły się podziemia budynku, gdzie urządzono piwnicę piwną (w 1935 zamienioną przez nazistów na celę więzienną). W 1923 zbudowano szkołę średnią im. Bismarcka, a w 1924 nad brzegiem jeziora powstała restauracja i hotel „Fürst Bismarck”. 

 Nowy ratusz poświęcono i oddano do użytku w roku 1911

Z nadejściem kryzysu gospodarczego powiat nowogardzki opuszcza w latach 30-tych 3200 osób. W roku 1930 Nowogard zamieszkiwało 6 977 osób. Gdy władzę w Niemczech przejęli naziści, niepokoje zaczęły zaglądać ponownie do miasta. Rozpoczęło się od bojkotu sklepów żydowskich w roku 1933. Żydzi zaczęli opuszczać Nowogard, udając się do krajów zachodnich, wskutek czego w 1938 roku zostały w mieście jedynie 3 rodziny żydowskie. Noc kryształowa skończyła się tutaj podpaleniem i całkowitym zniszczeniem synagogi. Przed wybuchem wojny w Nowogardzie mieszkało 8 148 osób.


Podczas II wojny światowej w mieście funkcjonował punkt rozdzielczy (Arbeitsamt) do selekcji dostarczonych z łapanek niewolników z terenów Mazowsza (głównie z Warszawy).  Największy napływ niewolników miał tu miejsce w 1942. Punkt istniał do 1944. Na przełomie lutego i marca nastąpiła ofensywa rosyjska – Nowogard przygotowywał się do ewakuacji mieszkańców.  W marcu Niemcy zdemontowali tor kolejowy między Nowogardem a Goleniowem. Pierwszego marca do miasta przybywają duże kolumny uciekinierów niemieckich z Prus Wschodnich i Pomorza Gdańskiego. Ludność, w tym pośpiesznie ewakuowani więźniowie zakładu karnego, kieruje się w stronę Goleniowa. 4 marca o godzinie 5 rano ogłoszono alarm, gdyż walki trwały już w niewielkiej odległości od miasta. Około 8 wyruszyły duże grupy uciekinierów. Po południu pod Nowogard dotarły wojska radzieckie generała Tielakowa i rozpoczęły się walki. Wieczorem dołączyły wojska 79 Korpusu Strzeleckiego generała Pieriewiortkina wraz z oddziałami piechoty Ludowego Wojska Polskiego i wówczas nastąpił decydujący atak. Nowogard został zdobyty w nocy, a kolejnego dnia oddziały SS podjęły próbę odbicia miasta. W czasie walk niemieckie działa przeciwpancerne niszczą siedem radzieckich czołgów, jednak w końcu Niemcy wycofują się w stronę Goleniowa, gdzie przez następne dni trwały jeszcze walki.

Wskutek tych walk lub późniejszej grabieży i palenia domów przez sowietów, zniszczeniu uległo 70% miasta, całkowicie zburzone zostały 353 budynki mieszkalne, większość położna w granicach starego miasta, które zamieniło się w stertę gruzu, nad którym górował nieznacznie uszkodzony kościół. Radzieccy żołnierze ochrzcili zdobyte miasto mianem Nowyj Gorod, a pierwsza polska nazwa brzmiała Nowogród Pomorski. Jeszcze w marcu Polacy rozpoczynają organizowanie życia społecznego, jako pierwsi podjęli się tego Franciszek Szpryngacz, Jan Frączak i  Władysław Kuczyński z żoną Władysławą. Komendant wojenny jeszcze w marcu mianował pierwszego burmistrza polskiego. W kwietniu w mieście było blisko 70 Polaków, którzy osiedli tu w drodze powrotnej z robót przymusowych w głębi Niemiec i 400 Niemców, stopniowo powracających do miasta. Do czerwca wciąż ginęli ludzie, wskutek dywersyjnych działań Werwolfu, jak i bandyckich napadów żołnierzy radzieckich. Ponurego klimatu zgliszcz dopełniają ciała, co rusz wyrzucane przez wody jeziora i zwłoki ofiar niemieckiej partyzantki, znajdowane na okolicznych drogach. Ewakuacja niemieckiej ludności rozpoczęła się w sierpniu. 

Polacy rozpoczynają odbudowę miasta i przywracanie jego funkcji. W pamięci pozostał czyn Władysława Kuczyńskiego, który wraz z innymi kolejarzami ustawił na torach przewróconą lokomotywę (27 sierpnia). Ona i parę wyremontowanych blaszanych wagonów, stały się jedynym środkiem transportu, którym Władysław Kuczyński przewoził repatriantów ze stacji Płoty do Nowogardu. Całą linię kolejową do Dąbia przywrócono do użytku w październiku.

Rok 1946 to okres rozprawiania się w Nowogardzie z jedyną, legalną jeszcze opozycją w postaci  Polskiego Stronnictwa Ludowego. Krytycznym punktem tego okresu było incydent, w którym funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego zastrzelił w biały dzień porucznika Wojska Polskiego Zbigniewa Urbańskiego. Po sfałszowanych wynikach referendum z 30 czerwca 1946 utworzono Powiatową Radę Narodową i w krótkim czasie rozprawiono się z wszelką legalną opozycją. Lokal PSL w Nowogardzie został zdemolowany we wrześniu. Głos sprzeciwu wobec komunistycznej władzy został uciszony.

Zagruzowane miasto zaczęto porządkować dopiero w październiku 1956. Wówczas wywieziono z miasta resztki rozburzonych budynków, jednocześnie przystępując do realizowania nowej zabudowy. Większość budynków mieszkalnych powstała w latach 70-tych i 80-tych. Autorem projektu zabudowy terenu starego miasta – placu wokół kościoła i dawnego rynku, był Tadeusz Baum. Na obrzeżach miasta wzniesione zostały budynki dla pracowników PGR-ów. Za czasów Gierka powstało też wiele budynków użyteczności publicznej (dom kultury, biblioteka i inne), wzniesiono też pomnik "Bohaterom poległym w walce o wolność prastarej ziemi słowiańskiej", upamiętniający zarówno walczących pod Grunwaldem jak i pod Berlinem, wpisujący się w propagandę „Ziem Odzyskanych”.


Mimo jakkolwiek pozytywnych zmian, rola Nowogardu zaczęła maleć, przy wzrastającym znaczeniu Goleniowa, które już w 1954 zostało wyłączone z powiatu nowogardzkiego i stało się stolicą nowo utworzonego – goleniowskiego. Po zniesieniu powiatów w 1975, Nowogard stał się gminą o charakterze rolniczym, a ważniejsze urzędy zaczęto przenosić do Goleniowa.

Lata 70 to również smutny okres dla nielicznych pozostałych w mieście zabytków, które od wojny nie były remontowane, być może wskutek skojarzeń, jakie nasuwały z niemiecką przeszłością miasta. W ten sposób znikły blisko 170-cioletnie domy ryglowe z ulic Kowalskiej, Luboszan i Czarnieckiego, których 15% przetrwało wojnę, ale do dzisiaj ostał się tylko jeden. Rozebrano też nieużywany staroluterański kościół, wzniesiony w 1904.

Upadek komunizmu wprowadził Nowogard w kolejną epokę, która dzisiaj dopisuje kolejne akapity do trwającej już blisko 800 lat historii miasta.




czwartek, 11 czerwca 2015

Impresje Drawieńskie. Część I.


Springe


Późne lato roku 1930. Spalone sierpniowym słońcem trawy skłaniają się na wiejącym od Drawy wietrze. Szemrząca pieśń poranka przepływa przez falujące łany, cierniste głogi i sękate jabłonie rozsiane po pagórku.  Słońce z wolna wznosi się po bezchmurnym niebie, rozlewając swe ciepło nad doliną. Cisza. Ptaki skrycie przemykają w tarninach i w zagajnikach, pod lasem grupka saren leniwie wyskubuje trawę, a bliżej wsi – na ugorze – buchtowiska, pozostawione przez dziki po nocnym ucztowaniu.

Zwisający na ostatnim gwoździu, metalowy szyld kołysze się lekko na wietrze. Przy silniejszym podmuchu uderza o cegły, dźwięcząc chaotyczne frazy. Co jakiś czas przeciągłym skrzypnięciem wtórują tej melodii znajdujące się obok drewniane drzwi lub okiennica. „Gasthof zum goldenen Fließ” – głosi grawerowany napis na szyldzie. „Gospoda nad złotym strumieniem”. Wewnątrz jednak cisza, smutna i obca cisza. Pusta  sala trąci stęchlizną, a ściany pokrył gruby kożuch pajęczyn. Kilka rozbitych naczyń, stary murszejący stół, a w rogu sali - nadgniła półka, która odpadła od ściany. Rozkrzewiające się pod oknem, gęste gałęzie bzów wpuszczają do wnętrza jedynie blade, mgliste światło. Nawet ono wydaje się być przesiąknięte smutkiem i wilgocią.

Spod gospody wije się ścieżyna, okryta kobiercem białej koniczyny a po brzegach suto obrośnięta piołunem. Łączy się z wiejską ulicą w południowym krańcu śródleśnej osady.  W stronę Drawy ciągną się zarośnięte ziołoroślami ogrody, coraz bardziej zasłaniające domostwa nad potokiem. Prowadząca w głąb wsi droga przybrana jest po bokach sosnowymi samosiewami. Na szczycie wznoszącego się nad nią pagórka stoi stara owczarnia, bezużyteczna i opuszczona przed wieloma laty. Dalej, w środku miejscowości, tuż przy skręcie na dawny folwark – niszczejąca chałupa z załamanym dachem. A na folwarku - cichy gwizd wiatru, smagającego bzy na podwórzu, zdaje się snuć opowieść o zapomnianych czasach i porzuconych marzeniach. Pusto w prastarym młynie, pusto w chłopskich chałupach, pusto wokół wiejskiej szkoły. Również na cmentarzu, gdzie od jakiegoś czasu nie przybywa nowych nagrobków. Świeże polne kwiaty, leżące przy kilku grobach, wydają się być jedynym ognikiem życia, tlącego się w dogasającej osadzie. Osadzie niegdyś będącej cudownym owocem zrodzonym z jałowej ziemi; wyrwanym przez człowieka fragmentem puszczy, który dzięki odwadze i ciężkiej pracy, stał się domem dla kilku pokoleń. Osadzie zwanej Springe.

*          *          *

Mleko tryska białymi strugami za kolejnymi ściśnięciami wymion. W miarę napełniania się, dźwięk wydawany przez blaszane wiaderko jest coraz mniej metaliczny. W końcu mleko sięga prawie po jego krawędzie.  Stara kobieta unosi je z wysiłkiem i kieruje się w stronę domu. Samotna koza zostaje na powrozie, wbitym nieopodal strumyka, gdzie w cieniu drzew zachowało się najwięcej zielonej trawy. Staruszka ustawia wiadro przy wejściowych drzwiach, po czym zanurza w nim dzbanek przyniesiony z sieni. Zanosi go następnie do kuchni, a po chwili odpoczynku znosi resztę mleka do chłodnej piwnicy. Po powrocie nalewa z dzbanka kubek mleka i siada na skrzypiącym krześle pod oknem.

Pomarszczone, spracowane dłonie unoszą kubek do zaciśniętych, prawie bezzębnych ust. Ogorzała twarz, pokryta głębokimi zmarszczkami, sprawia wrażenie jakby zasuszonej. Spod ciemnej chusty zwisają gdzieniegdzie kosmyki rzadkich, siwych, przybrudzonych włosów. Czoło wydaje się zastygłe w grymasie smutku i cierpienia.  Pod nim, w cieniu posmutniałych brwi, skryte są małe oczy, naznaczone jakimś szczególnym wyrazem żalu i tęsknoty. W całości smutnego oblicza oczy wydają się mętnym źródłem, z którego ten smutek wypływa.

Na imię ma Ida. Spędziła w tym domu 81 lat swego życia. W to samo okno wpatruje się od wielu dziesięcioleci. Ale widok bynajmniej nie jest ciągle taki sam. Spoglądając na szuwary, którymi zarósł stary młyński staw, przypomina sobie dawne majowe wieczory, wypełnione niosącym się daleko koncertem  rzekotek i kumaków. Na wodzie, między kępami turzyc, uwijały się łyski, kokoszki i domowe kaczki. Wszędzie wokół tętniła radosna pieśni życia. Po pracowitym dniu przesiadywała z mężem Juliuszem przed chałupą, smakując drożdżowe ciasto, pozostałe z  Zielonych Świątek. Wspólnie wsłuchiwali się w symfonię natury, w której pierwsze skrzypce grał słowik, niestrudzenie śpiewający na przydomowym bzie. Nad strumykiem dzieci łapały chrabąszcze, które następnie wrzucały sobie za koszulę  lub przypatrywały się nadymającym się jak balon kumakom, unoszącym się na płyciznach stawu. Dzieci... Jej jedyny syn Robert, w nieodłącznym towarzystwie Ernsta i Richarda, rodzeństwa z folwarku Bahrenort, położonego nad samym brzegiem jeziora Ostrowite. Przychodzili nieraz do wsi po mleko, ale spędzając czas na zabawach z Robertem, często zastawał ich zmierzch. Ida, nie chcąc wypuszczać dzieciaków nocą w daleką, leśną drogę do domu, nocowała ich pod swym dachem.

Wieś żyła wówczas zgodnie z tym samym rytmem życia, który pulsował w stawie, na łąkach, pastwiskach i w lesie. Dnie wypełnione ciężką pracą na roli lub w pobliskiej mleczarni w Sitnicy, albo też przy wyrębie drzew i spławianiu ich rzeką, bądź załadunku na wagony konnej kolejki. Popołudniami wiejskie towarzystwo gromadziło się pod gospodą, gdzie zabawy przy dźwiękach gitary i akordeonu, wtórującego ludowym pieśniom, trwały do późnego wieczora.

W pamięci Idy najbardziej wyraźnie zapisał się dzień w którym Robert, Ernst i Richard, wraz w resztą chłopców ze Springe, obładowani ciężkimi tornistrami wsiadali do zaprzężonych w konie wagoników kolejki, służącej zwykle do przewozu towarów. Ze śpiewem na ustach żegnała ich cała wieś. Odjechali do dworca w Krępie, skąd pociągiem wyruszyli do Wałcza i tam wcieleni zostali do 3 batalionu 149 pułku piechoty.

Pierwszy list otrzymała od Roberta zimą 1915. Z bólem opisywał w nim śmierć Richarda, który zginął na froncie wschodnim. Kolejny list nadszedł ponad rok później, w czasie trudnych żniw w 1916. Napisał go Ernst. Z chwilą, w której przeczytała go wraz z Juliuszem, ich dotychczasowe życie stało się odległym wspomnieniem bezpowrotnie minionych, sielskich czasów. Robert poległ we Francji, zaźgany rzeźnickim nożem, w czasie próby zdobycia fortyfikacji pod Verdun. Ernst również nigdy nie powrócił do Springe. Zginął niecały rok później.

Po stracie jedynego syna, Juliusz pogrążył się w rezygnacji i rozpaczy. Wydawało się, jakby w ciągu zaledwie kilku miesięcy postarzał się o dziesięciolecia. Ból w sercu Idy był ogromny i tylko konieczność opieki nad zniedołężniałym mężem nadawała jej życiu jakikolwiek sens.

Z końcem Wielkiej Wojny nadszedł czas biedy i głodu. Do wsi powróciło zaledwie kilku młodych mężczyzn i gospodarstwa, z braku rąk do pracy, zaczęły upadać. Pierwsi opuścili te okolice państwo Engel z oddalonego folwarku Bahrenort. Po stracie dwóch synów staruszkowie, nie mogąc w żaden sposób utrzymać się w tak odległej pustelni, wyjechali na zawsze, spędzając resztę swych dni u krewnych w Gorzowie.  Bracia Idy również wyjechali – zdecydowali się szukać lepszego życia w Choszcznie. Springe zaczęło nabierać smutnych rysów wsi pełnej ubogich i podstarzałych ludzi, którzy zaznawszy kiedyś szczęśliwych czasów, znaleźli się teraz w świecie spowitym żalem i rozwianymi marzeniami.

Każdego ranka wpatrywała się w widok za oknem i przez mdłą zasłonę smutku widziała jak jej ukochana wieś zamiera. Nadzieję niosły jedynie dzieci, beztrosko grasujące przed budynkiem szkoły. W szarzejącym obrazie, były jak barwne kwiaty na pokrytej śniegiem łące. Cała bieda i wszechobecny powojenny smutek zdawał się ich nie imać, bądź to one znały jakieś tajemnicze lekarstwo, którego starsi nawet nie próbowali szukać, zbyt zajęci wiązaniem końca z końcem, zbyt smutni i przejęci swym losem.

Kolejny raz Ida musiała przełamać rozpacz, by wykrzesać z siebie siłę do dalszego życia, gdy czerwcowego dnia 1922 roku, nad jeziorem Kocim znaleziono jej martwego męża.

Ostatecznie wszelka nadzieja zaczęła umierać cztery lata później. Dla Springe kryzys gospodarczy okazał się nieubłagalny w skutkach. Przez dwa lata z rzędu nie było zbytu na uzyskane ciężką pracą plony. Zmęczeni rolnicy, mimo przywiązania do ojcowizny, nie potrafili przekroczyć następnej kłody, którą los rzucił im wprost pod nogi. Dla ukrytej wśród puszczy osady, jakby zapomnianej przez świat, nastąpił zmierzch. Rodziny, jedna za drugą, opuszczały swe ziemie. Pierwsi byli ci, którzy już wcześniej trudnili się pracą w lesie. Kühnowie przeprowadzili się do położonej za rzeką, gminnej wsi Moczele, gdzie znaleźli zatrudnienie przy bindugach. Inni wyjeżdżali do Drawna, Choszczna i dalej – w głąb Pomorza i Nowej Marchii. Byle do miasta, gdzie w fabrykach, czy chociażby przy kolei, była wciąż szansa na znalezienie pracy umożliwiającej utrzymanie rodziny.

Mimo namowy ze strony swych braci, Ida nie chciała wyjechać. Nie widziała dla siebie innego miejsca, niż świat najbliżej okolicy, w którym spędziła całe życie. Znała tu każde drzewo, każdy pagórek, każdy leśny zakątek pełen grzybów czy jagód. Znała też jałową, piaszczystą ziemię i wiedziała jak spożytkować zamkniętą w niej, życiodajną energię. Zdecydowała się zostać. Pochodzącą z Sitnicy kozę dostała po państwu Muske, kiedy ci wyjeżdżali do Choszczna. Przez pierwsze dwa lata korzystała głównie z ogrodu na terenie dawnego folwarku, gdzie nad strumieniem gleba była najbardziej urodzajna. Z czasem rozpoczęła uprawę skromnego ogródka przy dawnym stawie młyńskim, który znajdował się tuż pod jej domem. Podstawę jej diety stanowiły od tej pory ziemniaki, fasola i marchew.  Niekiedy urozmaiceniem były ryby bądź dziczyzna, które przynosił jej pan Schlender. On również, jako jedyny poza Idą,  pozostał w rodzinnej miejscowości. Przeniósł się jedynie z południowego krańca wsi, z domu, w którym pełnił kiedyś funkcję śluzowego, odpowiedzialnego za nawadnianie łąk nad Kanałem Sicieńskim; zamieszkał w położonym najbliżej Drawy, opuszczonym domu państwa Klückmann.  Zakupione w lepszych czasach, pierwszorzędne drygawice z Drawna, służyły mu teraz do połowów na rzece, lub na okolicznych jeziorach. Przy obfitych połowach dzielił się z Idą pstrągami, lipieniami czy łososiami, w zamian dostając od niej warzywa i mleko.

Odtąd smutna cisza samotności wypełniała Idzie wszystkie dni schyłku jej życia. Nie mając już nic przed sobą, czas upływał jej na rozpamiętywaniu minionych czasów. Głębokie rany, które zostały w jej sercu, otwierały się bezlitośnie, gdy w pamięci powracały wciąż te same obrazy: wyjeżdżającego na wojnę syna, listu o jego śmierci, jej męża, który umarł za życia, a w końcu jego ciało podążyło za obumarłą duszą i zwiezione zostało do wsi na wozie do transportu drewna. Codziennie odwiedzała jego grób, z utęsknieniem wyczekując dnia, w którym dołączy do swej rodziny w zaświatach.

*          *          *

Skrzypnięcie drzwi wybudza Idę z zadumy. W progu kuchni pojawia się życzliwie uśmiechnięta, młoda kobieta. To panna Quast, mieszkająca u rodziny Kühn w Moczelach, gdzie opiekuje się domem.  Co kilka dni przychodzi w odwiedziny, by pomóc staruszce w pracach domowych. Jak zwykle, przyniosła trochę jedzenia w drewnianej skrzynce. Ida sięga po mąkę, którą również przywozi jej panna Quast. Właściwie są to głównie otręby, gdyż duża rodzina Kühn zużywa na swoje potrzeby prawie całą dobrą mąkę. Obie kobiety ucierają kilka ziemniaków, po czym mieszają je z żytnimi otrębami i tak powstałe placki układają na rozżarzonym drewnie w palenisku. W czasie trwania wypieku panna Quast opowiada o wykopkach w Moczelach i natłoku pracy z tym związanym. Ludzi na polu jest teraz mniej, ponieważ część mężczyzn parę dni temu wypłynęła na spławianym drewnie aż na Noteć. Po kilku chwilach placki są gotowe i obie kobiety zasiadają do stołu. Młoda kobieta wyciąga ze skrzynki przyniesione produkty  - natarty solą kotlet z jeleniny i dwie kostki młodego sera z Sitnicy. Wspaniałego sera głuskiego zwykle nie brakuje w jej domu, gdyż jeden z domowników – Wilhelm Kühn, jest właścicielem sitnickiej mleczarni. Ida delikatnie odwija ser z lnianej chusteczki i ukroiwszy kilka cienkich plasterków, rozkłada je na plackach.

Delikatny smak miękkiego sera wypełnia jej usta wraz z zalewającym duszę wspomnieniem odległych czasów. Ten sam smak, znany jej tak dobrze przez prawie całe życie, niesie ze sobą ciepło dawnych słonecznych dni, spędzonych na skraju falujących łanów żyta. Wspomnienie jest jak kąpiel w ciepłej wodzie Ostrowitego, beztroskie zanurzenie się w tchnieniu najpiękniejszych czasów, złotego wieku Springe. Spogląda na towarzyszkę, również oddaną uświęconej rozkoszy. Piękna, młoda twarz promienieje uprzejmym uśmiechem. Młodzieńcze szczęście, złożone z pracy i radosnych chwil wśród bliskich oraz ukochanego mężczyzny, czekającego gdzieś w sąsiedniej wiosce. Ida pamięta takie życie, choć wydaje się być odległe o wieki. Wpatrzona w gładkie oblicze panny Quast, skąpane w wpadających do izby południowych promieniach słońca, zanurza się w swej pamięci dużo głębiej, niż sięgają cienie ostatnich lat.

*          *          *

 Lata 60-te XIX w były najszczęśliwszym okresem jej życia. Był to również czas największej świetności Springe, wówczas wsi folwarcznej będącej częścią rozległych dóbr głuskich zjednoczonych majątkiem Johanna Friedricha Sydowa. Jego nazwisko pojawiało się często na ustach mieszkańców Springe i okolicznych wsi, a dla młodego pokolenia, do którego należała, stało się niemal legendarne. Sydow zmarł w roku jej urodzenia – 1849. W wyniku jego energicznej i nowatorskiej gospodarki dobra głuskie stały się najbardziej znanym majątkiem ziemskim Nowej Marchii i jednym z wzorcowych gospodarstw, słynnym na całe Prusy.

W roku 1865 o ziemiach Sydowa mówiło się szczególnie dużo. Wówczas to przyjechali w te strony redaktorzy pisma rolniczego wydawanego w Berlinie. W swoim dworze w Głusku, ugościł ich pan Johann Weinbach, bratanek Sydowa, który pełnił funkcję zarządcy całych dóbr głuskich na mocy testamentu zmarłego gospodarza. Owi specjalni goście towarzyszyli pracom rolników przez cały sezon, a opis całości tej wyjątkowej gospodarki rozpoczęli sporządzać już w styczniu. Wzbudziło to powszechną ciekawość wśród ludu, a rozmowy o historii tutejszego rolnictwa były tematem pojawiającym się teraz częściej w gospodach i pod strzechami we wszystkich okolicznych wsiach.  

Najstarsi mieszkańcy pamiętali jeszcze czasy przełomu wieków, gdy Springe było ubogą wioską, założoną przy osadzie młyńskiej. Należała wówczas do pewnego kapitana z Berlina. U samych jej początków, w wieku XVII lub w początkach XVIII, miała być ponoć własnością zakonu Cystersów z Bierzwnika, którzy to zbudowali młyn na małym, lewobrzeżnym dopływie Drawy oraz wykarczowali pierwsze fragmenty lasu pod uprawę ziemi. Piaszczysta gleba nie rodziła nigdy dobrych plonów, dlatego przez wiele lat Springe pozostawało maleńką miejscowością, zdolną wyżywić jedynie garstkę ludzi. Obszar jej powiększył się wraz z kolonizacją fryderycjańską – zwiększyła się wówczas powierzchnia pól uprawnych, kosztem otaczającej puszczy. Wieś rozwijała się wtedy głównie w kierunku zachodnim, a nowe domostwa były budowane wzdłuż drogi na Moczele, równolegle do strumienia, który dał początek osadzie. Pod koniec XVIII wieku zaczęły pojawiać się pierwsze chaty w kierunku południowym, wzdłuż drogi na Głusko. Na przełomie wieków osada liczyła niespełna 200 mieszkańców w 30 domach. Wieś zamieszkiwała biedota, wyposażona w prymitywne narzędzia rolnicze i otoczona jałowymi polami. Taki stan utrzymywał się przez kolejnych dwadzieścia lat, do czasu kiedy Sydow wykupił te ziemie wraz z odległym folwarkiem Bahrenort i innymi okolicznymi wioskami – Sitnicą i Ostrowitem.

Nowy gospodarz postanowił, ogromnym nakładem pracy, odmienić oblicze tutejszego rolnictwa. Od razu po zakupie wsi, dokonał najpilniejszych napraw i wyposażył gospodarstwa w nowoczesny sprzęt. Springe od dawna nazywane było krainą żyta, ze względu na pola rozciągnięte na nasłonecznionych, piaszczystych pagórkach.  Łąk było tylko 60 morgów nad Drawą i 50 morgów łąk bagiennych na południe od osady. Nie były one wysokiej jakości, szczególnie łąki bagienne, które przekopywano i uprawiano na nich buraki. Sydow od 1816, kiedy to zakupił Głusko, które uczynił swą główną siedzibą, planował nawodnienie tutejszych suchych gleb łąkowych. Myślał szczególnie o wąskim, lecz długim trawiastym obszarze, rozciągającym się między Głuskiem a Springe, zwanym  Springer Ebene – „równiną Springe”. Były to łąki położone równolegle do Drawy, jednak wysoko ponad nią, nad zboczami doliny, przez co pozostawały poza wpływem wód rzecznych. W 1822 Sydow rozpoczął budowę pierwszego kanału, który nawadniać miał zarówno łąki pod Głuskiem, jak i w Springer Ebene. Poprowadził go z jeziora Głuchego Małego, najpierw na południe, a później, przekopując się przez piaszczyste wzniesienia – na północ w stronę Springe. Kanał główny kończył się w południowym krańcu równiny, dzieląc jej powierzchnię na dwie części, na których stosowano różne formy nawadniania – z rowami ustawionymi pod kątem do kanału  na pochyłej równinie pod Springe (Rieselwiesen) i łąki pod Głuskiem, na terenie o mniejszym spadku, z prostą siecią rowów nawadniających (Schewmmwiesen). Mimo stosunkowo dobrych efektów osiąganych dzięki melioracjom na łąkach pod Głuskiem, kanał doprowadzał zbyt mało wody, by nawodnić okolice Springe. Równina wymagała przede wszystkim długiego czasu nawadniania, tak by pokłady luźnego piasku wysyciły się dużą ilością wody.

Prawdziwa odwilż nadeszła kilkanaście lat później. Sydow nabywał kolejne osady, poszerzając swe ziemie w kierunku północnym. W 1829 roku północna granica Dóbr Głuskich została ustalona przy świeżo nabytym dworze Sitno. Wówczas zaradny właściciel podjął się niezwykle ambitnej i odważnej idei budowy kanału, który opływałby wszystkie jego nowe folwarki, niczym tętniąca życiodajna żyła, biegnąca w stronę serca, którym było Głusko, mijając po drodze połączone z nim naczynia. Przy tak dużym przedsięwzięciu, niezbędnym było określenie terenu, którego pochyłość umożliwiałaby utrzymanie odpowiedniego nurtu wody.  Wspólnie z pomocnikami dokonał czasochłonnych pomiarów, które pozwoliły ustalić najbardziej optymalny przebieg. Na punkt początkowy wybrał w ten sposób południowy brzeg jeziora Sitno w miejscu, w którym wypływała z niego rzeka Płociczna. Było to najbardziej oddalone od Głuska miejsce, jakie było możliwe do wybrania. Między punktem tym a Głuskiem spadek terenu  Sydow wymierzył na 82 stopy.

Prace ruszyły w roku 1834. Pierwszy odcinek był stosunkowo łatwy do wykopania, a robotnicy musieli tylko wydrążyć koryto w torfowiskach nad jeziorem Sitno. Przy tej okazji odkryte zostały bogate złoża wapna łąkowego, których eksploatację rozpoczął Sydow kilka lat później. Dalej kanał prowadzony był tuż przy korycie Płocicznej. Uzyskanie w miarę jednolitego spadku wymagało wzniesienia wysokiego akweduktu, wynoszącego koryto do góry. Po doświadczeniu budowy pierwszego kanału (Kanału Głuchego, który odtąd zaczęto nazywać „Starym Kanałem”), gdzie jako warstwę izolacyjną, mająca zapobiegać wsiąkaniu wód w ściany koryta, użyto drewna, które okazało się trudne w utrzymaniu,  Sydow zdecydował się zaizolować nowy kanał gliną pochodzącą ze zboczy doliny Płocicznej. I tak, odcinek po odcinku, wysoki wał ziemnego akweduktu przecinał puszczę i wznosił się coraz dalej od Sitna. Na wysokości folwarku Bahrenort nad jeziorem Ostrowite,  kanał zmienił kierunek z południowego na zachodni i tak dotarł pod Springe, gdzie znów odbił na południe, wzdłuż Springer Ebene, osiągając w końcu łąki pod Głuskiem.

W oczekiwaniu na otwarcie kanału, na łąkach  przygotowano system nawadniający. Całą ich powierzchnię najpierw przekopano i poddano marglowaniu, a później pocięto siecią rowów nawadniających. Wielka masa wody, z północnych rubieży włości Sydowa, ruszyła w końcu pod Springe. Po otwarciu śluzy nad Springer Ebene woda powoli zaczęła napełniać dochodzące do kanału rowy. Trwało to dłuższą chwilę, gdyż najpierw musiała nasiąknąć warstwa piasku, a dopiero później woda zaczęła utrzymywać się na powierzchni. Z rowów głównych opanowała rowy drugiego rzędu i gdy te wreszcie się napełniły, wylała się ponad ich koryta, tworząc pod Springe ogromne, płytkie rozlewisko, ciągnące się aż po Głusko. Radości nie było końca, a połyskujące w słońcu lustro wody zwiastowało dla wsi nową, wspaniałą erę.

Kanał Sicieński, bo takie nadano mu imię (Zietenfier Kanal), miał 22 mile długości. Stał się nie tylko życiodajną żyłą, odmieniającą jakość tutejszych gleb, ale również najważniejszym szlakiem transportu towarów pomiędzy rozproszonymi pośród lasów folwarkami Sydowa. Dodatkowo, ziemia, pozyskana w czasie jego kopania, posłużyła jako materiał do budowy dróg, częściowo także do nawożenia łąk czy jako torf – do opału. Kolejną uboczną korzyścią było pojawienie się drobnych zbiorników wodnych w zagłębieniach na zalanej powierzchni. Część z nich, znajdujących się w ciągnącej się w stronę jeziora Ostrowite Rynnie Moczelskiej pogłębiono i wraz z Jeziorem Kocim wykorzystano do hodowli karpia. Niewielkie stawy powstały też na niezalesionej przestrzeni nad samym jeziorem Ostrowite, zwanej Bars Fenn, która nawadniana była boczną odnogą Kanału Sicieńskiego. Płytkie, mocno nagrzewające się zbiorniki, były wykorzystywane do hodowli narybku.  

Nawodnione łąki w Springer Ebene w krótkim czasie zaczęły dawać najlepsze siano w okolicy. Dotychczas na innych zmeliorowanych łąkach pod Głuskiem uzyskiwano 20 kwintali siana z jednej morgi, z kwaśnych łąk nad Płociczną – 15 kwintali. Łąki pod Springe przynosiły natomiast nawet 30 kwintali siana pierwszorzędnej jakości. Wraz z polepszeniem się warunków wilgotnościowych tutejszych gleb, Sydow rozpoczął ich różnorodne wykorzystanie. Poza łąkami kośnymi, część gruntów Springe przeznaczył na uprawy rolne z następującym płodozmianem: nawożone ziemniaki - żyto jare – łubin z życicą – użytki zielone – żyto ozime. Następnie przydzielił do Springe 600 owiec ze stada w Głusku.

Przebiegający w szybkim tempie rozkwit rolnictwa w Springe pociągnął ze sobą dynamiczny rozwój miejscowości. W latach trzydziestych Sydow wybudował tu folwark, położony nieopodal starego młyna. Na jego przestrzennym dziedzińcu, w rozproszonej zabudowie znajdowały się wozownia, stodoła i spichlerz. Pozostałą część dziedzińca zajął ogród, w części przeznaczony na sad. Wokół tej dużej zagrody powstały cztery nowe budynki mieszkalne dla folwarcznych parobków. Część pozostałych gospodarstw wiejskich rozbudowano i zmodernizowano, zaczęło też przybywać nowych domów, wzdłuż szosy prowadzącej do Głuska oraz nad „złotym strumieniem” – drobnym ciekiem, który wyznaczył teraz południową granicę osady. Nowe domy, wypełniające puste przestrzenie we wcześniejszej rozproszonej zabudowie wsi, były ustawione szczytami do drogi. Przy większych domostwach pojawiły się stodoły, budowane najczęściej równolegle do budynku mieszkalnego, tak że zamykały jeden bok podwórza. Domy miały prostą konstrukcję ryglową, na kamiennej podmurówce. Za budulec służyły cegły wypalane w cegielni pod Głuskiem. Starsze zagrody na ogół ustawione były kalenicowo, część z nich była połączona liniowo z budynkami gospodarczymi, a niektóre pod kątem prostym, tworząc ze stodołą kształt litery L. Strychulcowe wypełnienie konstrukcji ryglowych w najstarszych chałupach wymieniono na ceglane a dachy pokryto karpiówką, rezygnując ze strzech.

Wyobrażenie o Springe w połowie XIX w (oryg.).

Ostatecznie, za czasów Sydowa ludność wiejska ustabilizowała się na poziomie blisko 200 mieszkańców i 24 budynków mieszkalnych. Grunty wsi zajmowały powierzchnię 3061 morgów, z czego grunty orne - 1129, łąki – 201, pastwiska – 93 morgi. Pozostałą część stanowiły lasy (1452 morgi) i zbiorniki wodne (67 morgów). Infrastruktura (drogi, wały) zajmowała łącznie 76 morgów, a same wybudowania – 19 morgów; pozostała jedna morga była przeznaczona na przydomowe ogrody.   Nowi osadnicy pochodzili przeważnie z niezbyt odległych okolic, ale zdarzali się również przybysze z dalekich stron, nawet z Litwy. Większość z nich trudniła się rolnictwem, na które składało się łąkarstwo, uprawa roli i wypas owiec. We wsi funkcjonowała również kuźnia. Część mieszkańców Springe znajdowała zatrudnienie w  gorzelni znajdującej się w pobliskiej Sitnicy. Stary młyn przestał być użytkowany, a zboże trafiało głównie do młyna w Głusku, gdzie zresztą znajdowała się jedyna piekarnia, zaopatrująca w chleb cały teren dóbr głuskich. Do obsługi Kanału Sicieńskiego przydzielono śluzowego, którego głównym zadaniem było nawadnianie łąk w Springer Ebene. Pracujący dla Sydowa rolnicy otrzymali, wraz z odnowionymi budynkami mieszkalnymi, również skrawek ogrodu, zazwyczaj służący uprawie ziemniaków, przydział drewna na opał, a także jedną krowę bądź 5 – 6 owiec. Ich dzienna zapłata była niska, na poziomie zbliżonym do innych części Prus: w zimę mężczyźni otrzymywali  4, 75 -5,0 sgr. (srebrnych groszy), kobiety – 2,5 sgr. ,  w lecie, odpowiednio – 6 i 3 sgr. Wyższą płacę otrzymywali najemni robotnicy – nawet 10 sgr. dla mężczyzn w czasie lata.

Najdoskonalszym owocem ziem Sydowa i jednocześnie ich najsłynniejszym produktem był pierwszorzędny ser, znany w Prusach jako Steinbuscher. Jego produkcja rozwinęła się początkowo jako boczna gałąź działalności nowego gospodarza. Wówczas, w początkach XIX w. sery szwajcarskie nie były zbyt powszechne i stanowiły pewien luksus, stąd ich wysoka cena przynosiła zadowalające dochody. W opracowaniu receptury sera pomogli mu szwajcarscy serowarzy, których specjalnie w tym celu zaprosił do swoich dóbr. W połowie wieku, wskutek upowszechnienia konkurencyjnych wyrobów na rynku, cena sera zaczęła spadać, a jednocześnie przyrost ludności w dobrach głuskich skutkował zwiększonym zapotrzebowaniem na mleko dla mieszkańców. Obsada krów mlecznych w całych dobrach liczyła 75 sztuk. Po odliczeniu mleka przeznaczonego do spożycia przez pracowników, pozostałą nadwyżkę przetwarzano na ser w dwóch mleczarniach Sydowa: starej położonej w Chełmie Drezdeneckim i nowej – w Głusku. Pierwsza z nich przerabiała w latach 60-tych 160 kwart mleka na 20 000 kostek twarogu i około 50 cetnarów sera szwajcarskiego, druga – 50 kwart mleka na 70 000 kostek twarogu. Cena kostki twarogu wynosiła wówczas 3 srebrne grosze, a Steinbuschera – 6 sgr.

Za czasów gospodarowania pana Weinbacha, mleczarnię z Głuska przeniesiono do Sitnicy. Początkowo znajdowała się w specjalnie zaaranżowanym budynku mieszkalnym, jednak wkrótce wybudowano dużą mleczarnię, ukierunkowaną głównie na produkcję Steinbuschera, który cieszył się coraz większą popularnością.

W latach 80-tych XIX w. w okolicy rozpoczęto budowę linii kolejowej łączącej Piłę ze Stargardem Szczecińskim, przebiegającą nieopodal północnego krańca Dóbr Głuskich. Wówczas pojawiła się możliwość dogodnego i szybkiego eksportu wytwarzanych produktów. Ser Steinbuscher, dostarczany teraz do odległych części kraju, zyskał na tym szczególnie. W celu ułatwienia transportu wewnątrz samych dóbr głuskich, wybudowano leśną konną kolejkę wąskotorową, łączącą się z linią kolejową na dworcu w Krępie. Sam początek kolejki znajdował się w Springe i składał się z dwóch bocznych torów – jednego zaczynającego się przy nowo wybudowanej cegielni, na południe od wsi, drugiego – przy owczarni, pełniącej teraz rolę magazynu. Kolejka ciągnęła się 22 km przez lasy, mijając po drodze Sitnicę, Jelenie i Sitno. W ten sposób stała się głównym szlakiem transportowym między folwarkami, zwalniając z tej funkcji Kanał Sicieński.  

Korzystając z ułatwionej i szybszej komunikacji, zwiększono pogłowie krów mlecznych i założono nowe stado na pastwiskach pod Jeleniami. Mleko było stamtąd przewożone do mleczarni w Sitnicy, skąd, już w postaci sera, wyjeżdżało do dworca w Krępie i stamtąd – do odległych odbiorców. Poza mlekiem kolejka służyła też do transportu drewna, ziemniaków, zboża, mąki, produktów spożywczych, a niekiedy również ludzi. 

Plan wsi Springe w roku 1900 (oryg.).

Majątek dóbr głuskich był chroniony na mocy testamentu Sydowa, w którym bezdzietny założyciel podzielił swoje ziemie na braci i krewnych oraz ludzi zasłużonych w jego oczach, jednak z zastrzeżeniem,  że przez 50 lat po jego śmierci całość obszaru ma pozostać zjednoczona pod jednym zarządem, któremu przewodził pan Weinbach. W okresie tym żaden ze spadkobierców nie mógł sprzedać otrzymanej części, choć mógł ją wydzierżawić.  Spadkobiercami było  7 rodzin i 6 poszczególnych osób, a majątek rozparcelowano między nich na 27 części. Po upływie tego okresu  ochronnego, na początku XX wieku, dobra stopniowo wyprzedawane były w ręce Państwa. Złota era Springe zaczęła chylić się ku końcowi.

Wszystkie dwory, gorzelnie, młyny, piekarnie i wiele innych obiektów z całych dóbr głuskich zyskało prywatnych właścicieli. Springe, odcięte od serca, którym było Głusko, związało się silniej z Sitnicą, która od dawna przynależała do niego administracyjnie. Obie wsie wcielone zostały do nowo utworzonej gminy Moczele, a do wsi gminnej, pozostającej wcześniej poza związkami z włościami Sydowa, wybudowano teraz nową drogę. Jako że Moczele, wraz z leśniczówką Skrzastew (Buchberg) były związane przede wszystkim z gospodarką leśną Nadleśnictwa Radęcin, wielu mieszkańców Springe rozpoczęło pracę w lesie. Część z nich pracowała dla sąsiedniego Nadleśnictwa Głusko, którego lasy znajdowały się na lewym brzegu Drawy, w najbliższej okolicy miejscowości. Na polach, łąkach i pastwiskach rolnicy wciąż prowadzili gospodarkę.  Inni znaleźli zatrudnienie w sitnickiej mleczarni, którą, wraz z recepturą Steinbuschera, zakupiła rodzina Kühn. 

Springe na widokówce z 1913 roku (zbiory własne)

W  ciągu swego długiego życia Ida była świadkiem zarówno pełnego rozkwitu jak i zmierzchu świetności Springe. Każda z tych epok wymalowała w jej duszy obrazy pełne radości, beztroski, ale również trudów życia i smutku. Obrazy zabaw na szkolnym podwórku wśród zakwitających wiosną bzów; ożywczej bryzy znad Drawy, szumiącej w łanach żyta na pagórku; owiec spędzanych na pastwiska środkiem wsi i pyłu osiadającego na ich wełnie; olbrzymiej, lśniącej tafli wody na równinie, której końca nie sposób było dostrzec i kotłujących się na niej tysięcy dzikich gęsi, kaczek i brodźców, które przystawały tu wiosną w swej odwiecznej wędrówce na północ; świeżej woni rozległych łąk, ukazujących się spod opadłej wody, znaczonych wielobarwnymi plamami koniczyn, jaskrów i firletek; młodości w rodzinnym domu pachnącym chlebem i gliną; pierwszego spotkania z Juliuszem i jego oświadczyn w czasie sobótkowej nocy; umajonych chat w Zielone Świątki; całego piękna wiejskiego życia, które zachowała głęboko w sercu, a skryte było pod jednym tylko słowem: Springe...

*          *          *

Styczeń roku 1932. Martwa zimowa noc przykryła puszczę sinym całunem śniegu. Powietrze wydaje się być przepełnione milionem maleńkich żyletek, boleśnie nacinających każdą napotkaną tkankę. Kryształowa szadź drapieżnie obsiadła sosnowe sklepienie borów, zaborczy, bezduszny lód zniewolił lustra jezior, rozkładając na nich mdłe zwierciadło, w którym próżnie przegląda się opasły księżyc, zwolna przesuwający się nad uśpionym światem, jak zimny, wyzuty z uczuć obserwator ludzkiej niedoli, jak wielka bryła lodu, która zajęła  miejsce słońca.

Ponad powierzchnią oceanu lasów unoszą się gdzieniegdzie senne smugi dymu, wyziewanego przez kominy ludzkich domostw, stłoczonych, jakby przytulonych do siebie na podobieństwo owiec marznących w stajniach. Przez zamknięte okiennice przebija gdzieniegdzie nieśmiała strużka światła naftowej lampy, niknąc zaraz w mroku ogrodu. Rozrzucone po puszczy osady, obserwowane z oddali, wydają się toczyć ze sobą tajemną rozmowę, za pomocą unoszących się w niebo dymnych obłoków.  Jedna z tych osad milczy. Ukryta w leśnych ciemnościach zimowej nocy może pozostać niezauważona, pokryta wysokimi śnieżnymi zaspami zalegającymi podwórza, zasłaniającymi okna i drzwi, a nawet pochłaniającymi w całości niektóre mniejsze budynki. Miejsce to niegdyś znane jako Springe jest teraz cmentarzyskiem niszczejących budowli, zimnym i martwym grobowcem ludzkich marzeń i trudów, cichym jak otulająca go noc. Ostatnia mieszkanka, Ida Schliben, zmarła samotnie w swym domu, w kwietniu 1931.


Kilka miesięcy po odejściu zimy, późną wiosną roku 1932, do opustoszałego Springe przybyli urzędnicy administracji, celem określenia stanu miejscowości. Jak stwierdzili, był on wciąż zadowalający i wieś nadawała się do zasiedlenia. Mimo tego, wskutek starań Nadleśnictwa Głusko, została przeznaczona do rozbiórki i zalesienia, co nastąpiło jeszcze w tym samym roku. Budynek po budynku, zagroda po zagrodzie, osada znikała na zawsze. Pozostawiono jedynie cmentarz i znajdujący się naprzeciw niego budynek szkoły, w północnym krańcu miejscowości. W przeciągu kilku lat miejsce wsi zajęły sosnowe młodniki i tylko pozostałe tu i ówdzie, osamotnione stare bzy lub wczesnowiosenne przebiśniegi kwitnące w pozostałościach ogrodu gospody nad złotym strumieniem, trwały i trwają do dzisiejszego dnia, jako ostatni żyjący strażnicy historii, świadkowie dawnych dziejów. W ich pamięci spisana jest sekretnym językiem opowieść o  osadzie, niegdyś wyrwanej z objęć dzikiej puszczy, później ujarzmionej siłą ludzkiego umysłu i pracy, by w końcu zostać przez człowieka zwróconą naturze.

 Springe dzisiaj - dawny ogród przy gospodzie "Nad złotym strumieniem"



Mapa przedstawiająca piaszczystą część dóbr głuskich w momencie wygasania testamentu Sydowa (oryg.). W celu powiększenia proponuję otworzyć mapę w nowej karcie.



Słowniczek toponimów:

Chełm Drezdenecki - Holm
Dąbrowa (Skoczno) - Springe
Drawno - Neuwedell
Głusko - Steinbusch
Jelenie - Bussberg
Jezioro Ostrowite - Bahrenort See
Jezioro Sitno - Zietenfier-see
Kanał Głuchy - Glochensee Kanal, Alte Kanal
Kanał Sicieński - Zietenfier Kanal, Grosse Kanal
Krępa - Crampe
Moczele - Marzelle
Ostrowite (Ostrowiec) - Werder
Radęcin - Regenthin
Płociczna - Plotzenfliess
Sitnica - Mariental
Sitno - Zietenfier
Skrzastew (leśniczówka) – Buchberg

Wykorzystane materiały:

Karte des Deutschen Reiches 1:100 000, arkusz 221 - Schloppe, 1893.

Kreisadreßbuch 1925/1926 Arnswalde/Friedeberg und die Dörfer, sowie Güter der beiden Kreise

Mentzel Kriegsrath,1866: Die Steinbuscher Güter mit ihren landwirthschaftlichen und gewerblichen Betrieben. W: Annalen der Landwirthschaft in den Königlich Preußischen Staaten. Tom 47. Berlin

Meßtischblatt 1:25 000; arkusz 1494: Regenthin, 1918.

Molkerei Zeitung: tom 29, 1915

Reymann's topograpische Special-Karte von Central Europa 1:200 000; arkusz 225 - Arnswalde, 1851.

Schumacher Walter 1937 : Wanderungen und Streifzüge durch den Kreis Arnswalde. Landschafts- u. Ortskunde eines ostmärkischen Kreises. Arnswalde

Topographisch-statistisches Handbuch des Regierungsbezirks Frankfurth a. O., Frankfurt nad Odrą, 1867

Zarządzenie nr 364 Prezesa Rady Ministrów z dnia 29 listopada 1955 r. w sprawie przywrócenia i ustalenia urzędowych nazw obiektów fizjograficznych w powiatach: choszczeńskim, międzyrzeckim, łobeskim, słupskim, zielonogórskim, wałeckim, stargardzkim, nowogardzkim i wschowskim.